Dziś obudziłem się z dziwnym uczuciem czegoś co powinienem wyrzucić z siebie. O dziwo, nie była to zwykła potrzeba spotykająca przeciętnego Polaka po wypiciu kawy. A może? W każdym razie, oto co powstało.
"Wieczna Jesień"
W tym pękniętym świecie
Kruszejących myśli
Twa nadzieja płonie
W niedostatku trwogi
W przyjemnościach błogich
Topią się idee
Lecz próbujesz dalej
W młodzieńczym zapale
Chcesz przebijać skałę
I próbujesz dalej
W tym cudownym szale
Lecz gdy zadasz pytanie
To odwieczne w świecie
Od tego co znajdziesz
Jak grosz podniesiesz
Zależeć będzie
Czy to szczęście przyjdzie
Czy jesień nadejdzie?
.
.
.
mroczne myśli
ciemne deszcze
odpocznijcie
trochę
jeszcze
Wyszło trochę, albo i mocno, pretensjonalne (zapewne potęgowo w zależności od oczytania), Od czegoś trzeba zacząć. Wskazówki, wytykania i inne krytyki proszę składać w formie zażalenia zwanego komentarzem, Natomiast pochwały nie są mile widziane. Miłego dnia w piękny mglisty (smogowy?) dzień jaki mamy dziś w Mieście Kraka.